Polska przez lata budowała swoją konkurencyjność na połączeniu relatywnie niższych kosztów pracy z dostępem do dobrze wykształconych specjalistów i wysoką elastycznością przedsiębiorstw, podczas gdy najbardziej rozwinięte gospodarki coraz mocniej opierają ją na zdolności do łączenia pracy człowieka z automatyzacją, robotyzacją i sztuczną inteligencją. Różnica jest coraz bardziej widoczna – kraje o najwyższej produktywności intensywnie inwestują w automatyzację, podczas gdy w Polsce liczba robotów w przemyśle pozostaje kilkukrotnie niższa niż u liderów produktywności. Czy bez przyspieszenia projektów automatyzacji polskie firmy będą w stanie utrzymać tempo rozwoju i konkurować globalnie? To pytanie staje się dziś jednym z kluczowych dla przyszłości polskiego przemysłu i gospodarki.


Długoterminowy rozwój kraju czy przedsiębiorstwa nie zależy tylko od liczby pracowników, lecz w ogromnej mierze od produktywności pracy – czyli tego, ile wartości jesteśmy w stanie wytworzyć w jednostce czasu. W ostatnich dekadach wiele państw rozwijało się bazując na taniej sile roboczej, rosnącej liczbie pracowników, młodym społeczeństwie lub integracji z globalnymi łańcuchami dostaw. Polska również skorzystała z tego modelu, jednak dziś jego ograniczenia są coraz bardziej widoczne, a wiąże się z nimi kilka wyzwań:

  • niedobór pracowników,
  • starzenie się społeczeństwa,
  • rosnące koszty pracy,
  • presja konkurencyjna ze strony gospodarek wysoko zautomatyzowanych.

W takim środowisku wzrost produktywności musi pochodzić z automatyzacji procesów i produkcji.

Automatyzacja jako fundament nowoczesnej produktywności

Wzrost produktywności gospodarki oraz przedsiębiorstw zależy przede wszystkim od jakości kapitału ludzkiego, postępu technologicznego oraz poziomu inwestycji w nowoczesne środki produkcji. Kluczową role odgrywają także efektywna organizacja pracy, innowacyjne zarządzanie oraz sprawne instytucje publiczne, które tworzą stabilne otoczenie dla biznesu. Przybliżmy aspekt nowoczesnych środków produkcji, bazując na danych.

Po co automatyzować?

Automatyzacja jako kluczowy filar wzrostu produktywności umożliwia między innymi zwiększenie skali i precyzji produkcji przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów. Inwestycje w nowoczesne maszyny, roboty przemysłowe oraz systemy cyfrowego sterowania dają możliwość efektywnego wykorzystania kapitału, redukując ryzyko, przestoje czy wady jakościowe. Te kwestie pomagają standaryzować i ulepszać proces co wpływa pozytywnie na konkurencyjność przedsiębiorstw.

W dalszym horyzoncie automatyzacja staje się nie tylko źródłem wzrostu produktywności, lecz także warunkiem utrzymania tempa rozwoju w obliczu ograniczeń demograficznych, takich jak np. starzenie się społeczeństwa i związana z tym spadająca dzietność (np. Korea Płd. – 0,8; Polska – 1,1).

stock.adobe.com

Jak zmierzyć produktywność?

Pytanie stawiane przez wielu rządzących. Z poziomu makro, najczęściej korzysta się ze wskaźnika PKB na godzinę pracy, nie jest to idealny wskaźnik, niemniej jednak pokazuje pewne trendy. Tabela 1 przedstawia zestawienie średniej liczby godzin pracy na mieszkańca w roku oraz PKB na godzinę pracy wyrażone w dolarach amerykańskich.

Tabela 1. PKB na godzinę pracy
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych OECD

Przykład Korei Południowej jest szczególnie intersujący. Kraj ten znajdujący się w grupie krajów wysoko rozwiniętych, znany z dużego poziomu automatyzacji nie wypracowuje wysokiej wartości zaprezentowanego wskaźnika. W dużej mierze wpływ na to ma zjawisko wysokiej koncentracji automatyzacji w wąskim segmencie przemysłu tzn. w wielkich konglomeratach np. Samsung, Hyundai Motor czy SK Hynix, przy jednocześnie słabej produktywności sektora usług i długim czasie pracy, który wpływa na wynik współczynnika. Dodatkowo, Korea mimo wielkich marek, w dużych przedsiębiorstwach zatrudnia tylko ok. 15% pracowników, dla porównania Tabela 2.

Tabela 2. Struktura zatrudnienia Niemcy vs Korea Płd.
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych KDI

Korea nie ma problemu z produktywnością przemysłu ani technologią. Jej wyzwaniem jest struktura zatrudnienia i niski poziom automatyzacji poza wielkimi firmami. Zobaczmy jak to wygląda na poziomie mikro, porównując małe i duże przedsiębiorstwa przemysłowe i wypracowaną wartość na godzinę pracy w Korei. Według analiz OECD produktywność małych i średnich przedsiębiorstw w Korei wynosi jedynie około jednej trzeciej poziomu osiąganego przez duże firmy, podczas gdy w większości krajów OECD relacja ta wynosi około połowy. Zestawiając te dane, wartości prezentują się następująco – Tabela 3.

Tabela 3. Struktura zatrudnienia Korea Płd.
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych KDI, OECD

To jak się automatyzujemy?

Jest to kolejny „trudno mierzalny” wskaźnik, natomiast możemy posłużyć się danymi z przemysłu, a dokładniej liczbą robotów na 10 000 pracowników. Dane publikowane przez „International Federation of Robotics” z 2023 roku pokazują skalę różnic pomiędzy krajami – Tabela 4.

Tabela 4. Liczba robotów na 10000 pracowników
Źródło: opracowanie własne na podstawie danych IFR

Już na pierwszy rzut oka widać, że Polska znajduje się w zupełnie innej lidze niż najbardziej zautomatyzowane gospodarki świata – ma ponad pięć razy mniej zainstalowanych robotów. Co więcej, nawet w porównaniu do zbliżonego kulturowo i historycznie kraju jakim są Czechy, poziom robotyzacji jest wyraźnie niższy.

Te liczby nie są wyłącznie jednym ze wskaźników poziomu automatyzacji i poziomu technologicznego gospodarki, ale również odzwierciedleniem sposobu organizacji przemysłu. Pokazują też w pewnym sensie problemy, z którym zmagają się takie kraje jak Korea, Szwecja czy Dania, tzn. brak ludzi do pracy, wysokie koszty pracownika, starzejące się społeczeństwo, bardzo konkurencyjny rynek i tym samym pokazują jak te kraje przeciwdziałają tym problemom. Problemy te, wcześniej nie spotykane w Polsce, dzisiaj coraz częściej zauważalne i podnoszone.

Model, na którym Polska opierała swój rozwój, może w najbliższych latach wyczerpać się, a to pokazuje, gdzie możemy szukać „ratunku”, aby lokalne firmy mogły konkurować z europejskimi firmami. Warto spojrzeć na te dane również z tej bardziej pozytywnej perspektywy tzn. pokazują one ogromny potencjał do wzrostu – luka technologiczna, choć dziś stanowi wyzwanie, może stać się jednym z głównych źródeł produktywności w kolejnych latach.

Automatyzacja to projekt, a nie zakup maszyny czy robota

W wielu firmach automatyzacja nadal zaczyna się od pytania „jakiego robota kupić?”. Tymczasem dane pokazują, że o efekcie biznesowym nie decyduje sama technologia ani liczba maszyn i robotów. Źródłem problemów często okazuje się niewłaściwe przygotowanie procesu wdrożenia.

stock.adobe.com


Automatyzacja, która realnie podnosi produktywność, zaczyna się od procesu, a nie od maszyny. Firmy, które osiągają najlepsze efekty, najpierw analizują potrzeby, przepływ pracy, identyfikują wąskie gardła i dopiero potem dobierają technologię.

Kluczowym elementem jest także skala zmian wokół samej technologii. Wdrożenie robota często oznacza konieczność przeprojektowania stanowisk pracy, zmiany logistyki wewnętrznej, dostosowanie planowania produkcji oraz integracja z systemami IT. To właśnie te elementy decydują o tym, czy inwestycja przełoży się na efektywniejszą produkcję, wyższą jakość i powtarzalność.

Nie można też pominąć roli ludzi. Wbrew częstym obawom automatyzacja rzadko oznacza redukcję zatrudnienia. W krajach o najwyższym poziomie robotyzacji, takich jak Dania, Niemcy czy Szwecja, przedsiębiorstwa od lat zmagają się raczej z niedoborem pracowników niż ich nadmiarem. Również w Korei Południowej, gdzie starzejące się społeczeństwo i ograniczona dostępność siły roboczej są jednym z głównych powodów inwestycji w robotyzację.

W praktyce roboty przejmują zadania fizycznie wymagające i powtarzalne, podczas gdy pracownicy są transferowani do bardziej złożonych ról np. do obsługi wdrożonego systemu. Firmy, które uwzględniają szerszy kontekst, w którym znajduje się również aspekt ludzki i tym samym inwestują w rozwój kompetencji, znacznie łatwiej osiągają zakładane efekty wdrożeń nowych systemów.

Dlatego automatyzacja nie jest jednorazowym zakupem, lecz projektem transformacyjnym. Wymaga planowania, zarządzania ryzykiem, koordynacji różnych obszarów oraz szerokiego spojrzenia na wielu interesariuszy. To właśnie skrupulatne podejście do uzasadniania biznesowego i dalej idąc jakości zarządzania projektem, a nie sam wybór technologii w największym stopniu decyduje o tym, czy automatyzacja stanie się źródłem produktywności, czy tylko kosztowną inwestycją bez wyraźnego zwrotu.

Wniosek jest wielowymiarowy

Po pierwsze, poziom automatyzacji wprost przekłada się na możliwość rozwoju przemysłu – kraje, które inwestują w nowoczesne środki produkcji, są w stanie wytwarzać więcej, szybciej i przy większej stabilności procesów.

Po drugie, w skali makro, kluczowe znaczenie ma nie tylko liczba robotów, ale skala ich wdrożenia w całej gospodarce. To szerokie wykorzystanie automatyzacji, również w średnich i mniejszych firmach wpływa na trwały wzrost produktywności.

Po trzecie, automatyzacja nie jest jednorazowym zakupem, lecz serią projektów transformacyjnych. To właśnie jakość ich przygotowania i realizacji przesądza o tym czy potencjał technologii zostanie w pełni wykorzystany.

Wreszcie, wbrew obawom, automatyzacja nie jest alternatywą dla pracy ludzi, lecz odpowiedzią na ich niedobór – szczególnie w gospodarkach starzejących się. Bez przyspieszenia inwestycji w automatyzację Polska ryzykuje utrwalenie swojej pozycji jako gospodarki o niższej produktywności, zamiast stopniowo zbliżać się do liderów. Jednocześnie skala obecnej luki na przykładzie liczby robotów w przemyśle, pokazuje ogromny potencjał – dobrze zaplanowane i realizowane projekty mogą stać się źródłem wzrostu konkurencyjności.