Nowy rok i nowa seria. Krótsza, bo pięcioodcinkowa, ale jak ważna i potrzebna. W dobie niepewnych czasów, gwałtownie zmieniających się oczekiwań i otoczenia, wzrasta poziom stresu, piętrzą się problemy, czas goni, a my razem z nim. To i wiele innych aspektów coraz bardziej wpływa na to, że zaczynamy sobie w pracy nie radzić, jesteśmy zestresowani, zmęczeni, czasami już nawet wypaleni zawodowo. Co gorsza, często nawet nie mamy tej świadomości, nie potrafimy się zatrzymać i zastanowić się jak się czujemy i czy wszystko z nami dobrze. Wellbeing (pol. tłum. dobrostan) to hasło, które każda korporacja, a nawet mniejsze firmy, wprowadzają pod postacią rozmaitych inicjatyw. W tej serii chciałabym zwrócić Wasza uwagę na ten aspekt, przejdziemy przez różne wyzwania oraz sposoby radzenia sobie z nimi dla siebie i zespołów, z którymi pracujemy.  

Wyzwania teraz i kiedyś

Ostatnie kilka miesięcy miałam okazję przyjrzeć się projektom z boku, nie biorąc w nich udziału, a jedynie obserwując i przysłuchując się innym koleżankom i kolegom: ich opowieściom o tym, jak im idzie, a właściwie jak im nie idzie. Nikogo z Was na pewno nie zdziwi to, co teraz napiszę, bo jestem prawie w 100% pewna, że jeśli sami osobiście nie doświadczyliście poniższych sytuacji, to znacie w swoim otoczeniu osoby, które zetknęły się z takimi czy innymi problemami.

Niestety mam smutne wnioski – problemy piętrzą się i nie nadążamy z ich rozwiązywaniem. Jedni wywieszają białą flagę i po prostu próbują robić swoje. Jeszcze inni walczą z wszystkimi negatywnymi zdarzeniami, żeby je naprawić, zminimalizować albo się ich pozbyć. Nieliczni tak naprawdę próbują ułożyć to w priorytety i wyłapać to, co trzeba zrobić, a co można sobie odpuścić lub zdepriorytetyzować.

Niezależnie od podejścia gwarantuję Wam, że w Waszych zespołach znajdzie się ktoś, kto sobie już nie radzi w pracy, jest zdemotywowany albo czuje się przytłoczony. Statystyki są nieubłagane. Nie jest jednak jeszcze aż tak źle, a nawet jeśli – zaufajcie mi – da się z tego wybrnąć.

Nowy cykl skupi się na tym, jak pomagać sobie, ale też zespołowi projektowemu. Będzie inaczej niż do tej pory. Nie będzie narzędzi, jak zintegrować zespół czy jakie zabawy typu „team building” stosować, bo to już było. Teraz chcę wejść w sztukę budowania i dbania o dobrostan pracowników.

Z badań przeprowadzonych przez Enpulse „Zaangażowani 2025” wynika, że zaangażowanie pracowników zaczyna boleśnie spadać. Dane za poprzedni rok pokazują, że zbliżamy się do poziomu wyników z czasów pandemii z 2021 roku. Wynika to z wielu czynników, które w kolejnych numerach będę omawiać, i spróbuję też przybliżyć Wam kilka narzędzi oraz technik radzenia sobie z nimi lub zapobiegania kolejnym spadkom.

pixabay.com

Fot. 1. Ważne dla naszej motywacji jest dbanie o siebie. Czy wiecie że już 20 minut spaceru na świezym powietrzu może redukować stres i pozwala nam zresetować głowę. Foto z pixabay.com.

Czym jest dobrostan w 2026?

Wellbeing to nie konkursy, za które firmy płacą, by wziąć w nich udział i otrzymać odpowiedni tytuł. Wellbeing to realne wsparcie pracowników w złapaniu balansu pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. To troska o motywację, zadowolenie, a przede wszystkim umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach zawodowych. Wellbeing to już nie owocowe wtorki, zwłaszcza gdy nadal spora grupa pracuje zdalnie. Pakiety medyczne czy karty sportowe na pewno są istotnym elementem wsparcia pracowników, by mogli czuć się bezpiecznie i zadbać o siebie, ale to też już powoli standard, z którego zaczynamy nawet rezygnować, bo jakość usług spada, a terminy do lekarzy wydłużają się tak, że niektórzy dziwią się, iż na NFZ udało im się szybciej gdzieś dostać.

Nie jest idealnie i nie będę się tu spierać o to, jak jest z benefitami – są potrzebne i ważne dla ludzi. Chciałabym jednak zwrócić Waszą uwagę na to, że nadchodzi pewne przełamanie i zmiana kierunku. Czytając różne artykuły i raporty, widzę nowy trend w tym, dokąd zmierzamy i czego oczekujemy od pracodawców.

Zmienia się to także ze względu na pokolenie Z i ich oczekiwania wobec pracodawcy oraz zespołów. I może zamiast się zżymać, postarajmy się ich też zrozumieć, dostrzec plusy i wykorzystać to, z czym wchodzą na rynek. Pewne elementy mogą być cenną lekcją dla pracowników z generacji X i Y. Czerpmy z nich dla siebie i może zmieńmy niektóre nawyki. Uczmy też Zetki lepszej komunikacji i współpracy.

Ja dostrzegam tu dużo szans dla każdego – warto z nich na pewno czerpać.

Uważność na siebie – milowy krok do zmiany

Uzewnętrznię się Wam nieco. Prawie rok temu w moje ręce, z polecenia, wpadła książka „Życie, piękna katastrofa” napisana przez Jona Kabat-Zinna. Był taki moment, kiedy udało mi się ją kupić, ale gdy zauważyłam, że jest o mindfulness, momentalnie się zniechęciłam. W dodatku objętościowo była dla mnie nie do przeczytania w jeden czy nawet dwa wieczory.

Nadszedł jednak moment, w którym po kolejnej recenzji przypadkowo znalezionej i kolejnych zachwytach nad nią gdzieś w Internecie postanowiłam dać szansę uważności i zaczęłam czytać. Od razu zaznaczę – ci, którzy mnie znają, doskonale pamiętają, jakie miałam jeszcze do niedawna nastawienie – mindfulness kojarzył mi się z narzędziem, które być może komuś pomaga, ale na pewno nie mnie. Jako zadeklarowana antyfanka praktyk mindfulness postanowiłam zgłębić temat. Do teraz się uśmiecham, bo to naprawdę był ciekawy punkt zwrotny, który obudził we mnie chęć do większej zmiany. Podczas lektury, a także krótko po jej skończeniu, przeżyłam kilka momentów kolejnego zaskoczenia i pewnego rodzaju „achaaa” oraz „wow”. Przyznaję – przez lata nie rozumiałam, czym jest uważność. Drobne elementy stosowane podczas różnych spotkań niestety były albo źle prowadzone, albo narzucane odgórnie, bez mojej wewnętrznej akceptacji i zrozumienia. Wywołało to we mnie poczucie, że ów „mindfulness” to nie dla mnie. Aż tu nagle Jon Kabat-Zinn pozwolił mi zrozumieć, na czym właściwie polega praktyka uważności i jakie korzyści może przynieść.

Fot. 2. Książka „Życie Piekna Katastrofa” Jon Kabat – Zinna to kompendium wiedzy o MBSR. Zdjęcie własne. 

Jon Kabat-Zinn to twórca metody MBSR (ang. Mindfulness-Based Stress Reduction). Książka, w której opisuje swoje autorskie podejście, uzupełniona jest o własne doświadczenia autora i historie ludzi, którzy odbywali kurs w jego instytucie w Bostonie. Książkę czytałam miesiąc – nie dlatego, że nie chciałam jej czytać, a dlatego, że po każdym rozdziale miałam swoje chwile zatrzymania i refleksji. Już podczas lektury wiedziałam, że będę chciała zrobić 8-tygodniowy kurs MBSR. Miało się to wydarzyć latem, ale jak to bywa: pojawiły się nowe projekty, plany się pozmieniały i musiałam ten cel odłożyć na jakiś czas.

I tak oto w grudniu 2025 poczułam, że to ten moment i nieważne, co będzie się działo – jestem gotowa na ośmiotygodniową praktykę MBSR: codziennie, przez około godzinę. Zaczęłam szukać kursów, studiować oferty i strony praktyków z Polski. Miałam kilka własnych wymagań i chcąc zacząć jak najszybciej, trafiłam na Kasię Korygę (https://sztukaumyslu.com/) i prowadzony przez nią kurs. Okazało się, że akurat na warsztat rozpoczynający się 3 grudnia jest ostatnie miejsce. Po krótkiej rozmowie z Kasią o oczekiwaniach i celach, dwa dni później zaczynałam wraz z grupą swój pierwszy kurs mindfulness w oparciu o MBSR.

Po nim wiem, że ten rok będzie u mnie stał pod hasłem uważności, obserwacji, wdzięczności i akceptacji. Mijają kolejne tygodnie, a ja dalej praktykuję – nie zawsze udaje się codziennie, ale staram się utrzymywać nową rutynę. Zawodowo już widzę, że dało mi to lepsze zarządzanie sobą w stresie i większe panowanie nad niekończącą się listą zadań i obowiązków. Nie jest tak, że wszystko mi się udaje, i na pewno wśród współpracowników zdarzają się momenty dużego zdziwienia, kiedy odmawiam albo przesuwam coś nie na jutro, a na 2–3 tygodnie. Zaczynam też częściej pytać, czy na pewno coś musi być zrobione, weryfikuję i sama intensywniej myślę nad tym, co jest do zrobienia, a co może poczekać.

Fot. 3. Medytacja w ruchu lub tzw. body scan regularnie realizowane codziennie przez okres 8-tygodni podczas kursu potrafi pozytywnie na nas wpłynąć. Wyrobienie w sobie takiej rutyny przyczynia się do naszego dobrostanu i sprawia że jesteśmy bardziej uważni na siebie i otoczenie. Źródło: pixabay.com

To nie utopia. Nie zmieniło mnie to całkowicie, ale w końcu zauważyłam, w jakim pędzie żyłam, ile zadań wykonywałam, których nie zawsze musiałam robić sama, a nawet takich, które były niepotrzebne. Dostrzegłam także, ile energii kosztowała mnie praca, często na wyższych obrotach, niż rzeczywiście mogłam. Nie uskarżam się, czasu też nie cofnę i nie chcę niczego żałować, ale widzę, że byłam na ścieżce, która w pewnym momencie mogłaby zaprowadzić mnie do wypalenia zawodowego. Z różnych, mniej lub bardziej wytłumaczalnych przyczyn trafiłam na kurs MBSR i cieszę się z tej praktyki. Widzę, że daje mi ona dużo korzyści na co dzień, nie tylko w pracy. Powyższa historia znalazła się tu dlatego, że MBSR to kurs, który na własnym przykładzie zrealizowałam i gorąco polecam, jeśli chcecie lub poczujecie, że może Wam pomóc. Nie trzeba czytać książki, aczkolwiek mnie ona „odczarowała” praktykę medytacji i uważności i bez niej nie wiem, czy zapisałabym się na kurs. Jeśli z jakiegoś powodu Was to nie przekonuje lub czujecie, że to zbyt poważne zobowiązanie, na które nie macie przestrzeni, polecam poszukać czegoś własnego, co da Wam realny czas ze sobą, żeby móc złapać oddech, zauważyć, jak mamy się w danej chwili, dostrzec nie tylko trudności związane z naszą pracą zawodową, ale też docenić siebie za to, co udało nam się zrobić.

Fot. 4. Inne książki warte w moim odczuciu uwagi, zwłaszcza jeśli przeraża Was obszerna poprzednia propozycja, to także autorstwa Jon Kabat-Zinna: “Gdziekolwiek jesteś bądź.” oraz “Praktyka uważności dla początkujących.” Zdjęcie własne. 

Krok po kroku

Bardzo jestem ciekawa Waszej opinii oraz przemyśleń – zachęcam do kontaktu przez LinkedIn w wiadomościach. Rozpoczynając tę serię, targają mną różne refleksje. Z jednej strony widzę, że coraz więcej osób może potrzebować tego typu treści, ale może być też tak, że wiele osób ma już przesyt. Jestem niezwykle ciekawa Waszych opinii.

W kolejnych numerach chciałabym się skupić na wypaleniu zawodowym, narzędziach wspierających wellbeing w budowaniu zaangażowanych zespołów w niepewnych czasach, czy też wsparciu zespołów i PM-ów przez role wspierające w organizacji. Jeśli macie jakieś pytania lub potrzeby – proszę, dajcie znać. Z przyjemnością na nie odpowiem.