Dawno, dawno temu, w krainie analogowej, gdzie tusz był cenniejszy niż sól, a pieczęci miały większą moc niż królewskie herby, ludzie żyli biednie, spokojnie… choć nieco udręczeni. Czas płynął wolno niczym kolejka do okiennicy, w której zdążyłbyś poznać nowego kuma, wytargować wiano i jeszcze urodzić dziecko. W centrum tej krainy działała trójka lokalnych „bohaterów”.
Ksiądz Jakub, który prowadził kroniki parafialne w czterech kopiach, mawiał: „Dzieci moje, ja się nie skarżę, ale jak mój Szef da, to kiedyś te papiery zrobią ze mnie papieża”.
Obok krążyła Płaczka, specjalistka od lamentu wszelkiej maści. Gdy atrament się kończył – płakała. Gdy się zaczynał – też płakała, bo „na pewno nie starczy”. Jej zawodzenie niosło się echem aż po sąsiednie wioski, gdzie mieszkańcy brali to za sygnał zwiastujący zmianę pogody.
No i był też czysty Bogdan – człowiek-legenda, mistrz sztuki wojennej i nasz wioskowy łamacz serc. Bogdan twierdził, że wszystko można usprawnić, jeśli ma się głowę na karku i „chwilę czasu”, która czasem zamieniała się w „kolejne roki”.
Pewnego dnia nad krainę nadciągnęła katastrofa. Nie wojna, nie susza – formularz‑smok. Wielki, wielostronicowy niczym średniowieczna księga pokutna, z rubrykami tak drobnymi, że nawet ksiądz Jakub musiał nałożyć okulary po babce. Smok zajmował kolejne sale, piwnice i komnaty, a kiedy mieszkańcy wypełniali jedną stronę, pojawiały się dwie następne.
Płaczka wpadła w szał lamentu: „Olaboga! To koniec! To potwór! A jo dopiero atrament otwarła! Jak my to wypełnimy?!” – ryczała tak, że kury przestały nieść jajka.
Ksiądz Jakub biegał z kropidłem i święcił pióra: „Niech piszą prosto, bo inaczej nigdy tego nie skończymy”.
Bogdan z kolei uniósł swoją skrzynię z „przyda się” i ogłosił: „Spokojnie! Ja to ogarnę! Muszę tylko… hmm… znaleźć większą skrzynię, może dwie…”. Ale nawet on, gdy zobaczył, że formularz wypełnia pół wioski, westchnął ciężko: „No nie, tego się nie da, idę się napić”.
Wtedy kraina po raz pierwszy naprawdę zatęskniła za czymś, co wydawało się czystą fantastyką – zmniejszeniem biurokracji, pisaniem czymś innym niż piórem, a może magicznym pudełkiem, które zrobi to za nas… Gdyby tak się dało, smok‑formularz skurczyłby się do małego przycisku „Wyślij”. Wnioski nie rosłyby jak hydry, ksiądz Jakub aktualizowałby kroniki jednym kliknięciem, Płaczka miałaby mniej powodów do płaczu, a Bogdan… cóż, Bogdan nadal próbowałby coś ulepszać, ale cyfrowo.
Morał? Cyfryzacji nie widać, dopóki jej braku nie poczujesz. A kiedy jej nie ma – Płaczka płacze, ksiądz Jakub święci, a nawet Bogdan spuszcza z tonu.
Praca to jej pasja, nie wyobraża sobie, że mogłaby zmienić rolę i nie być IT Project Managerem. Realizuje projekty w branży IT dla dużych klientów enterprise. Dodatkowo, stara się ogarniać bieżące zagadnienia kreatywnego chaosu panującego na jej podwórku. Z zarządzaniem projektami jest związana 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Po godzinach uwielbia spędzać czas z dzieciakami, jazdę na rowerze i dobry film.
Work is her passion—she can’t imagine changing roles and not being an IT Project Manager. She delivers IT projects for large enterprise clients and constantly navigates the creative chaos in her field. Project management is a 24/7, 365-day-a-year commitment for her. In her free time, she loves spending time with her kids, cycling, and watching a good movie.