W poprzednich dwóch częściach odkrywałem świat pracy PM‑a niczym kolejne sezony średnio popularnego serialu. Najpierw pokazywałem, że PM to wcale nie człowiek‑excel ani człowiek‑harmonogram, ale Dyrygent, Krawiec, Rugbysta, Biegacz i Legionista. Potem dołączyła kolejna piątka: Ratownik, Kierowca F1, Myśliwy, Pilot oraz Święty Mikołaj – role pozornie od siebie odległe, jak Grenlandia od Wenezueli.
Trzecia część bywa tą najtrudniejszą, bo każdy, kto ogląda filmy czy seriale, wie, że potrafi ona albo zrujnować trylogię, albo wynieść ją na wyższy poziom. A zatem na spotkanie przychodzi Stand‑uper, Lekarz, Strażak, Żołnierz albo Pinokio. Brzmi to jak początek nieśmiesznego dowcipu albo zestaw postaci z bardzo nietypowej bajki. Każdy, kto choć raz prowadził projekt, wie, że nie zawsze bywa jak w bajce – a kto pracował w cyrku, ten w cyrku się nie śmieje. Zapraszam na trzecią odsłonę blasków i (od)cieni pracy project managera.
Strażak
Duże zaufanie społeczne, wielkie auta i siatkówka w godzinach pracy. No dobrze – akurat te elementy PM‑a ze strażakiem nie łączą… Ale kiedy przychodzi co do czego, ogień, wypadki i żywioły są nam zdecydowanie nieobce. Prawdopodobnie żadne dziecko nie marzy o zostaniu PM‑em, ale – jak to mówią – nie każdy bohater nosi przeciwogniowy płaszcz.
Człowiek‑Gaśnica
Nawet strażacy nie gaszą pożarów przez cały dzień. Pożar to przeważnie wypadek – skutek niedbalstwa, błędu lub awarii. Dla strażaka to widok powszedni (choć nigdy obojętny), ale dla ludzi, których dotyka – to trauma. W trybie ciągłego gaszenia łatwo o tym zapomnieć. Tak samo jest w pracy PM-a. Jeśli nieustannie działasz w trybie awaryjnym, prędzej czy później zabraknie Ci wody (czyli zasobów) i ludzi chętnych do pomocy. Gaś pożary kiedy trzeba, ale raczej skup się na zapobieganiu, a nie organizowaniu własnej remizy.
Podpalacz
Niestety nawet w straży zdarzają się „ochotnicy”, którzy dbają o to, żeby zawsze było coś do roboty – bo wtedy można zabłysnąć bardziej, niż spokojnie wykonując swoją pracę. W projektach objawia się to zwrotem: „nie mogę X, bo gaszę pożar na Y!”. Firmy niestety zbyt często gloryfikują tych, którzy wiecznie walczą, a nie doceniają tych, którzy rzetelnie dostarczają wartość. Mimo to jednak rekomenduję: nie zaprószaj ognia. Nie rób z kryzysów swojej specjalizacji.
Kalendarz
Na każdej zmianie wśród strażaków muszą być dostępni ludzie ze wszystkich funkcji: kierowca, ratownik czy dowódca. Nie można sobie pozwolić na luki w załodze. W projekcie wspiera to kalendarz projektu, który uwzględnia dni pracujące, święta, urlopy i dostępność zespołu. Źle ustawiony jest jak wóz strażacki bez kierowcy: daleko nie pojedzie. Choć każdy dzień ma tyle samo godzin, nie w każdym dniu taka sama ilość czasu jest dostępna. Kiedyś, przygotowując harmonogram, nie uwzględniłem w jego pierwszej wersji okresu ramadanu co znacząco zmniejszało dostępność zespołu z Tunezji. Lekcja warta zapamiętania.
Żołnierz
Prawie każdy może nim zostać, ale prawie nikt nie chce. To trudna i niebezpieczna praca – a czasem wręcz misja. Z zachowaniem proporcji (szczególnie w dzisiejszych czasach) stanowisko PM‑a również nie jest takim, do którego ustawiają się kolejki chętnych. W oczach zespołu często wygląda to tak: nic nie może, a wszystko musi. Podobno w wojsku obowiązuje zasada, że żołnierz nie może się nudzić. W projektach to nie zasada – to zwykła codzienność.
Lewizna
Tak określa się samowolne opuszczenie koszar. W projektach mamy dwie odmiany tego procederu: „lewiznę” zasobów oraz „lewiznę” zakresu. Ta pierwsza pojawia się wtedy, gdy ktoś z zespołu zaczyna pracować na rzecz innego projektu – czasem „po cichu”, często „na polecenie przełożonego”, ale zawsze bez wiedzy PM‑a. Nagle ryzyka się materializują, taski stoją (a czasem wręcz leżą), a velocity umiera. Winny, a zarazem odpowiedzialny za naprawę, jest oczywiście kierownik projektu. Nie jesteś wartownikiem, ale nie możesz pozwolić na dezercję.
Lewizna zakresu jest subtelniejsza, ale równie groźna. To moment, w którym zespół zaczyna robić rzeczy, które „przecież i tak kiedyś trzeba zrobić” – drobne poprawki, szybkie usprawnienia, małe dodatki, które niby nikomu nie szkodzą. Problem w tym, że nie należą do projektu. Nie są wycenione, zaplanowane ani kontrolowane. Z lewizną zakresu nie ma żartów. PM – trzymając się żołnierskiej metafory – musi pilnować granic, bo projekt, który pozwala na samowolkę, bardzo szybko traci właściwy kształt.
Karabin
Dla żołnierza karabin to przedłużenie ręki. Dba o każdy jego element i – jeśli wierzyć filmom – potrafi go wyczyścić nawet z zamkniętymi oczami. A jaką bronią posługuje się PM? Do walki na krótkim dystansie służy ostry jak papier EXCEL, czyli EXtraordinary Calculation & Estimation Launcher – miotacz czerwonych, zielonych i żółtych płomieni. Przy większych odległościach doskonale sprawdza się MIRO, czyli Multi‑Impact Remote Operator, trafiający zawsze tam, gdzie zrobimy zoom. A na koniec: broń masowego rażenia, czyli EMAIL (Essential Messages, Alerts & Intelligence Log) – nie oszczędza niczego ani nikogo, nawet osób schowanych w widocznych (CC) lub niewidocznych (BCC) schronach. Karabin w dobrym stanie służy latami. Zaniedbany – zawiedzie w najmniej odpowiednim momencie. Dbaj o dobór i aktualność narzędzi.
Arbuz
W PRL‑u arbuzem nazywano żołnierza niby zielonego (mundur), ale tak naprawdę czerwonego (poglądy). W projektach mamy własną wersję arbuza – dotyczącą statusu: z zewnątrz green, w środku red. Oznacza to nie mniej ni więcej niż: ładne statusy, ładne slajdy oraz jeszcze ładniejsze KPIs. Wszystko on track. A pod siatką maskującą: zaległości, ryzyka bez właścicieli, opóźnienia zamiatane pod dywan, puste deliverables i budżet topniejący szybciej niż racja żywnościowa na poligonie. Nie bądź arbuzem – nie pozwól, by Twój projekt nim został. Wojskowa zasada (bardzo na serio) jest prosta: „kłamstwo w raporcie zabija misję”.
Lekarz
„Czym się różni Bóg od lekarza? Tym, że Bóg nie uważa się za lekarza” – głosi pewna mądrość środowiskowa. A jak wygląda sprawa z ewentualną boskością PM‑a? Cóż, nigdy nie słyszałem o dogmatach PM‑a (choć to byłby ciekawy temat na osobny artykuł) ani o radykalnych wyznawcach metodyk, którzy stawialiby swoją ponad wszystkie inne. PM‑ów dotyczą raczej przyziemne, choć nie mniej ważne obowiązki.
Nie szkodzić
W medycynie to zasada primum non nocere. W projektach – Corporate Social Responsibility, czyli branie odpowiedzialności za wpływ działań na klientów, pracowników i szeroko pojęte otoczenie. Dołącza do tego sustainability, które stało się nieodłącznym towarzyszem realizacji projektów, stając się obok accountability pojęciem, którego nie musimy tłumaczyć, ale potrzebujemy zrozumieć. Po drugie: pracuj dziś, po pierwsze: nie niszcz jutra.
Efekt fartucha
Przeszedłbyś na czerwonym świetle za lekarzem w„cywilu”? A za lekarzem w białym kitlu? No właśnie. To efekt autorytetu – opisywany choćby przez Cialdiniego. Choć nie chciałbym, żeby akurat niebezpieczne zachowania były tymi, w których naśladuje się PM‑a, to jednak każdy lider projektu – chcąc nie chcąc – wyznacza normy i ustawia poprzeczkę. Zespół patrzy na Twoje decyzje. Jeśli przesuniesz granice, oni też je przesuną. Jeśli ominiesz procesy, oni również je ominą. Jeśli zignorujesz zasady, oni uznają je za opcjonalne. Pilnuj się – bo zespół zwykle performuje maksymalnie do poziomu lidera.
Specjalizacja
Chirurg nie operuje sam – potrzebuje choćby anestezjologa czy pielęgniarki. Razem tworzą zespół. W projektach jest dokładnie tak samo. PM nie jest znachorem od wszystkiego i nie powinien udawać jednocześnie planisty, analityka, designera, jakościowca czy jakiejkolwiek innej specjalistycznej funkcji. Jego zadaniem jest rozumieć, łączyć, nadawać kierunek i podejmować decyzje, a ekspertów mieć od ich specjalizacji. Siebie natomiast PM powinien rozwijać w trzech wymiarach, w których naprawdę musi być mocny: Power Skills (kiedyś Leadership), Ways of Working (dawniej Technical Project Management) oraz Business Acumen (poprzednio Strategic and Business Management). Zbieżność z działami Strefy PMI jest tu absolutnie nieprzypadkowa. To właśnie w tych trzech obszarach kryje się sedno PM‑owego fachu.
stock.adobe.com
Stand-uper
Stoisz i gadasz, podczas gdy pozostali siedzą i słuchają. Brzmi znajomo? Tak wygląda większość spotkań projektowych, co nie odbiega bardzo od stand‑upu. I choć obecnie mikrofon PM‑a to częściej zestaw słuchawkowy, jedno pozostaje wspólne: musisz utrzymać uwagę ludzi, jednocześnie dowożąc treść. A to trudniejsze, niż się wydaje.
Burzowanie
Stand‑uperzy sprawdzają swoje żarty z innymi komikami zanim trafią na scenę. W projektach działamy identycznie. PM nie ma monopolu na dobre pomysły. Niezależnie od tego, czy robisz klasyczny brainstorming, cichy writestorming, czy mój ulubiony painstorming, robisz to z zespołem. Dziś każdy model AI podrzuci Ci pierwszą wersję pomysłu, ale prawdziwa siła nadal tkwi w budowaniu na czyichś sugestiach i weryfikowaniu ich razem. To również buduje zaangażowanie.
Testowanie na żywo
Każdy stand‑uper ma fragment programu, który testuje na żywej publiczności. To moment prawdy – wtedy dowiaduje się, czy żart działa. W projektach jest podobnie: testujesz, zanim wdrożysz, choć testowanie na produkcji potrafi mieć swój dreszczyk emocji. Im szybciej dostaniesz zwrotkę (feedback), tym lepiej dla Ciebie i całego projektu. Lepiej usłyszeć krytykę na etapie prototypu, niż zebrać szydercze standing ovation po wdrożeniu błędu.
Publiczność
Warto zdawać sobie sprawę, że publika potrafi być kapryśna – czasem słucha, czasem żyje własnym życiem, a czasem reaguje dopiero wtedy, gdy żart naprawdę ją trafi. W projektach jest podobnie. Interesariusze to publiczność, która nie zawsze klaszcze i się uśmiecha. Często ma inne poglądy i potrafi być bardzo wymagająca. PM musi więc umieć czytać emocje, wyczuwać tempo, reagować na nastroje i czasem improwizować, kiedy scenariusz przestaje działać. Bo nawet najlepszy materiał nic nie da, jeśli nie zagrasz go pod tę konkretną publiczność.
Pinokio
To nie jest prosta historia o tym, żeby nie kłamać. To opowieść o dojrzewaniu, odzyskiwaniu autonomii i szukaniu własnej drogi. Zarządzanie projektem nie jest tylko podróżą z punktu A do punktu B – to dochodzenie do punktu Z, gdzie Z oznacza miejsce lepsze niż to, z którego startowałeś: dla zespołu, dla produktu, dla organizacji i, co wcale nie mniej ważne, dla samego PM‑a.
Marionetka
Przemiana drewnianej lalki w chłopca to symbol odcięcia sznurków. To koniec sytuacji, w której ktoś pociąga nimi za nas – i początek momentu, w którym zaczynamy działać sami. W projektach, szczególnie tych korporacyjnych, bardzo łatwo wpaść w tryb marionetki: robić to, co każą, mówić „nie mam wpływu”, zasłaniać się tym, że „to nie moi ludzie”, albo sprowadzać swoją rolę do zdania „ktoś/czegoś nie zrobił”. To ślepa uliczka. PM ma realizować cele projektu, ale nie realizować czyjąś agendę – choć im ważniejszy projekt, tym więcej polityki. To Ty jesteś reżyserem, nie pacynką. Walcz o wpływ, dobieraj właściwe narzędzia i nie bój się podejmowania decyzji. Niech projekt będzie jak gra: albo wygrywasz albo się uczysz.
Wyspa radości
To kraina bez obowiązków: bez nauki, bez dorosłych, za to z permanentną zabawą. Brzmi niewinnie – a jednak ci, którzy zostają tam zbyt długo, zamieniają się w osły. Czy PM‑ów też to dotyczy? Oczywiście. Choć to wytarty frazes, nadal pozostaje prawdą: kto się nie rozwija, ten stoi w miejscu, a kto stoi w miejscu – ten się cofa. Ostatnio przeanalizowałem jeden z najważniejszych projektów, jakie miałem przyjemność prowadzić przed kilkoma laty i zobaczyłem w nim sporo niedoróbek. Nie było to może najprzyjemniejsze odkrycie, ale uświadomiło mi jedno: przez te lata naprawdę wiele się nauczyłem – a tamten projekt i tak był sukcesem w swoim czasie. W dużej mierze zrealizowaliśmy w Excelu, co dziś byłoby dla mnie nie do pomyślenia. Testuj nowe podejścia, nie bądź uparty jak… wiesz kto.
Gepetto
Gepetto to postać raczej pozytywna, ale niepozbawiona wad. Powołał Pinokia do życia, kochał go i bronił, a jednocześnie wkładał mu słowa w usta i nie chciał rozpalić ogniska w brzuchu wieloryba, bo „szkoda mebli”. W metaforze projektowej Gepetto to PM, który zbyt długo próbuje kontrolować coś, co ma już własne życie. Czasem tak bardzo zżywamy się z projektem, że zaczynamy wierzyć, iż my to projekt – że bez naszej nieustannej opieki stanie mu się coś złego.
Prawda jest jednak inna. Każdy projekt ma moment, w którym trzeba go puścić w świat: zamknąć, przekazać, oddać użytkownikom, zaakceptować, że dalej żyje własnym rytmem. Bo koniec projektu powinien być początkiem nowego lifecycle.
30% completed
Mówisz, operujesz, gasisz, walczysz, a potem dojrzewasz, odcinając kolejne sznurki. Jeśli dotarłeś aż tu, wiesz, że project manager to nie jeden zawód. To profesja złożona z wielu innych, a każda sytuacja w projekcie potrafi wyciągnąć jakąś jego twarz. I może właśnie w tym tkwi cała magia: PM to nie jest rola statyczna. To nie stanowisko. To proces. Taka mała, niekończąca się transformacja – z marionetki w lidera, ze strażaka w stratega, z żołnierza w negocjatora i z Pinokia w… kogoś, kto ma odwagę być prawdziwy. A skoro to dopiero vol. III, to przed nami kolejne 35 twarzy. Bo świat projektów jest bogatszy niż wszystkie bajki razem wzięte. W kolejnym numerze będą to: Taksówkarz, Kolarz, Kelner, Ratownik Medyczny oraz zapowiadany w części drugiej (Nr 51, Listopad 2025)… Czerwony Kapturek.
Na co dzień ratuje życia jako etatowy PgM w branży Automotive Safety. Uważa, że jakość jest za darmo i że zawsze istnieje rozwiązanie problemu. Propaguje niestety wciąż rzadkie podejście do ryzyka mówiące, że to nie jest z góry, tylko złe. Lubi zmiany i kreatywne zadania. W StrefaPMI łączy praktykę z luźnym podejściem do tematu zarządzania projektami. Wierzy, że każdy PM ma wiele twarzy, niekoniecznie tylko 50.
Saving lives for a living by working for an automotive company with such a mission. Believing that good quality management cuts costs and is basically free. Promoting an approach to risk that sees it not only as a threat but also as an opportunity. In StrefaPMI, combining practice with a relaxed approach to project management. Convinced that every Project Manager has many faces, not necessarily just 50.