O wewnętrznych sabotażystach, wpływie morsowania na koncentrację oraz o mentalnym WF-ie z Moniką Sabat rozmawia Bartosz Zych



Czym zajmujesz się zawodowo?

Prowadzę biuro projektów w AmRest. Jesteśmy podzieleni na dwa filary. Pierwszy, to zarządzanie portfelem projektów, czyli planowanie, wybieranie inicjatyw, ustalanie procesu, pilnowanie minimalnych kryteriów projektów, monitorowanie, dostarczanie informacji interesariuszom.

Drugi filar, to project delivery, czyli mamy kilka osób dedykowanych do takich mocno priorytetowych funkcjonalnych, globalnych i krajowych inicjatyw, których po prostu przydaje się ktoś, kto nie jest z danego działu i jest osobą, która jest w stanie pogodzić interesy wielu różnych stron oraz nie ma w tym tak naprawdę swojego własnego interesu – jest w tym wszystkim neutralna.

Ważne jest przy tym, żeby ta osoba miała odpowiednie kompetencje do zarządzania ludźmi, którzy są na dość wysokim poziomie, po to żeby uzyskać od nich pewne informacje i móc pchać projekty do przodu.

Robimy też szkolenia, łączymy ludzi oraz dostarczamy rozwiązania, procedury i systemy dla osób, które zarządzają projektami w naszej organizacji, czyli łączymy ludzi, którzy robią projekty i szerzymy wiedzę o project managemencie w organizacji.

Fot. piwomiedzyprojektami.pl

Funkcjonowanie PMO w AmRest to świetny pomysł na cały osobny wywiad czy artykuł, ale dzisiaj chcemy porozmawiać o trochę innym temacie, choć nawiązującym poniekąd do bycia liderem. Chodzi o program inteligencji pozytywnej i wewnętrznych sabotażystach. Zacznijmy od przedstawienia głównych bohaterów.

Sabotażysta to dla mnie taki konstrukt myślowy, który na podświadomym poziomie kieruje naszymi myślami i decyzjami. Sabotażyści ograniczają naszą efektywność i zabierają nam energię życiową zmuszając nas do nieoptymalnego dla nas zachowania.  Na ich czele stoi „Główny Sędzia”, czyli nasz wewnętrzny krytyk, który ocenia nasze zachowanie i włącza poszczególnych sabotażystów.

Oni powodują, że reagujemy złością, niepewnością, nadmierną czujnością albo chorobliwą potrzebą ciągłych sukcesów. Powstaje pytanie, czy to są uczucia lub reakcje, które w jakiś sposób nas wspierają.

Sabotażyści w niektórych sytuacjach mogą być potrzebni, na przykład, żeby ostrzec nas przed prawdziwym fizycznym niebezpieczeństwem, ale w większości przypadków bardziej szkodzą niż pomagają.

Zachęcam jednak, żebyśmy sami często zadawali sobie sami takie pytanie i sprawdzali te przekonania – czy one w danej sytuacji dalej nam służą jako ludziom dorosłym?

Weźmy sytuację, którą miałam ostatnio. Zapomniałam laptopa na bardzo ważne spotkanie biznesowe, na którym miałam prezentację. Sytuacja była bardzo stresująca. Uruchomienie w tym momencie sabotażysty „Super Czujnego” i spanikowanie, albo „Unikacza”, który wymyśliłby powód, dla którego mam się nie pojawić na spotkaniu, nie byłoby optymalnym rozwiązaniem. Ta sytuacja wymagała ode mnie wyciszenia i szukania najlepszego rozwiązania. Ostatecznie wszystko zakończyło się pozytywnie.

Wyciszanie sabotażystów ma też działanie długofalowe. Nie chodzi o to, żeby wewnętrznie biczować się w takich sytuacjach, jak ta z laptopem, bo to już nic nie zmienia. A tę energię, którą poświęcamy na biczowanie się, możemy wykorzystać bardziej produktywnie.

Jako ludzie mamy ograniczoną ilość energii w danym dniu – taką przestrzeń w naszym umyśle. Tak jak w komputerze masz ograniczoną ilość pamięci RAM. Jak uruchomisz na tym komputerze wirusy, które zajmą Tobie pamięć, to brakuje jej na płynne funkcjonowanie pożytecznych programów.

Jeżeli mój umysł jest zajęty myśleniem o tym, co mi poszło nie tak, lub że jestem taka a nie inna, to w tym momencie nie jestem w stanie skupić się choćby na tym, co mam robić i nie jestem w stanie efektywnie pracować. Sprawy, które powinny zająć godzinę, zajmują wtedy czasem kilka dni.

Potworny człowiek w zielonych włosach przypominający Jokera wyłania się zza zasłony od prysznica
Fot. Pexels

Co przekonuje Cię do tego programu?

O programie inteligencji pozytywnej dowiedziałam się od koleżanki, która jest mentorem tego programu i która po prostu zaprosiła mnie do udziału w nim. Na początku nie byłam taka przekonana, bo słysząc o pozytywnej inteligencji, to mam takie … „O Jezu!” – trochę kojarzyła mi się z praniem mózgu. Jednak w trakcie programu zmieniłam zdanie z dwóch powodów. Super było to, że zrozumiałam, skąd się biorą pewne rzeczy w mojej głowie. Dostałam również potwierdzenie konkretnymi naukowymi badaniami, że mogę zmienić te nawykowe myślenie.

Fajne jest to, że program inteligencji pozytywnej daje dużą dawkę wiedzy. Ale, co ważne, to są również ćwiczenia… takie codzienne.  Praca nad  pozytywną inteligencją niczym nie różni się od pracy na siłowni. Tyle że nie ćwiczymy tutaj mięśni fizycznych, ale ćwiczymy siłę naszego umysłu, która okazuje się być równie plastyczna

Po drugie, program dał mi do ręki konkretne narzędzia: test ewaluacyjny, kroki,  skalę oceny, a nawet zgrywalizowaną apkę. Stosowanie tych narzędzi daje nam możliwość osiągania konkretnych efektów w naszym zachowaniu, a to daje silne poczucie wpływu.

Jak byłam w liceum i na studiach, to często narzekałam i szukałam dziury w całym i ja sobie trochę z tego nie zdawałam sprawy, dopóki ludzie mi tego nie powiedzieli i wręcz słyszałam często, że jestem pesymistką. Oczywiście pracę nad tym aspektem zaczęłam dużo wcześniej, ale program również pokazał mi dobrze tą część mojej osobowości oraz dał narzędzia do zmiany.  Przekonałam się, że ja mogę faktycznie zmienić bardzo wiele w swoim nastawieniu i mam na nie faktyczny wpływ.  I rzeczywiście ja oraz moje otoczenie widzimy różnicę [śmiech].


Jak wykorzystujesz wiedzę i umiejętności zdobyte w trakcie programu do zarządzania zespołem?

Generalnie nie jestem zwolennikiem zmieniania ludzi. Chodzi o to, że jesteśmy różnorodni i wydaje mi się, że to jest super. Bardziej powinniśmy opierać się na naszych naturalnych preferencjach i predyspozycjach niż na siłę dostosowywać się do normy.

Dlatego uważam, że narzędzia z nurtu inteligencji pozytywnej każdy z nas powinien stosować przede wszystkim dla samego siebie. Ale jeśli ja podniosę swój Mental Fitness, to automatycznie staję się bardziej efektywna i daję przykład innym, bez względu na to gdzie jestem: w pracy, ze znajomymi, na wolontariacie. Po prostu, staję się lepszym liderem.

Z drugiej strony wiedza, którą czerpiemy o sabotażystach pozwala nam łatwo ustalić sposoby myślenia osób w naszym zespole i dostosować nasz styl zarządzania oraz rodzaje zadań, które zlecasz poszczególnym osobom. Weźmy dwa przykłady.

„Pedant” – to sabotażysta, który mówi nam w głowie, że wszystko musi być idealne. Jeśli zidentyfikujesz osobę w zespole, która ma dominującego sabotażystę „Pedanta”, to wolisz dać jej zadania, których realizacja wymaga najwyższej jakości, ale dla których czas nie jest kluczowy.

Drugi przykład – masz nowy projekt, przychodzisz do człowieka i chcesz mu zlecić ten projekt, ale ta osoba mówi: „Boże, to się na pewno nie uda, bo nie znajdziemy dostawcy albo będzie drogo, albo przeciągnie się albo…” i ciągle szuka rzeczy, które mogą pójść źle. Taka osoba jest zdominowana przez „Super Czujnego” – sabotażystę, który zawsze ma wątpliwości – to taki typ czarnowidza. Taka osoba z pewnością nie zmotywuje zespołu do podjęcia nowego wyzwania, ale może okazać się, że jest niezbędna do pracy nad rejestrem ryzyk.

Fot. Maciej Kuroń Monika Sabat w trakcie prelekcji o Sabotażystach podczas PMManii 2023

Jak możemy ćwiczyć pozytywną inteligencję?

Program zakłada trzy kroki. Pierwszy polega na zidentyfikowaniu sabotażystów. Przy pewnej dozie samoświadomości można ich zidentyfikować samodzielnie, bez pomocy żadnych narzędzi, ale można też zastosować test zamieszczony na stronie programu pozytywnej inteligencji.

Drugi krok polega na umiejętnym wyciszaniu sabotażystów. Gdy wydarza się coś trudnego w Twoim życiu i dopada Cię stres, to często działasz na automatycznym pilocie, czyli oddajesz inicjatywę sabotażyście. Właśnie w tym momencie trzeba się zatrzymać. Tylko wtedy możemy myśleć logicznie i rozwiązywać problemy. To jest bardzo trudne, ale zaraz powiem jak można to zrobić.

Wreszcie trzecim krokiem jest wybranie optymalnego, racjonalnego rozwiązania dla sytuacji, w której jesteś. Jest to możliwe, gdy wystarczająco wyciszysz sabotażystę.

Wróćmy do drugiego kroku. Kluczem do sukcesu jest skupienie swojej uwagi na teraźniejszości. Jest to trudne, gdy nasze myśli błądzą w przeszłości lub w przyszłości, albo gdy robimy kilka rzeczy na raz. Umiejętność koncentracji na teraźniejszości wymaga od nas ćwiczenia. Świetnie do tego nadaje się nasze ciało.

Ja osobiście stosuję proste techniki medytacyjne, na przykład skupienie na oddechu. Bardzo lubię też morsować, niekoniecznie dla zdrowia, po prostu będąc w zimnej wodzie myślę tylko o tym jak jest mi zimno i ćwiczę tym koncentrację. Doznania są tak intensywne, że trudno skupić się na czymś innym  [śmiech].

Skupianie się na otaczających nas dźwiękach również jest dobrym ćwiczeniem uważności, na przykład teraz mówi w tle jakiś pan, słyszę muzykę i rozmawiają dziewczyny. I to pomaga skupić się na tym, co dzieje się w danym momencie.


Jaki typ pracy Twoim zdaniem bardziej sprzyja radzeniu sobie z naszymi wewnętrznymi sabotażystami, on-line czy stacjonarnie?

Jestem fanką pracy hybrydowej, bo uważam, że nie ma potrzeby siedzenia non stop w biurze, gdzie mamy również dużo rozpraszaczy. Na przykład trudno jest się skupić, gdy inni ludzie w biurze zaczynają gadać ze sobą. Z drugiej strony przy pracy wyłącznie zdalnej brakuje takiej szybkiej komunikacji. Albo często są błędy w komunikacji – ustalam coś z kimś przez telefon i okazuje się dopiero po czasie, że kompletnie inaczej się zrozumieliśmy, gdzie rozmawiając przy biurku, nie byłoby tematu i ten czas stracony z powodu nieporozumienia byśmy zaoszczędzili.

Wydaje mi się, że to zależy od wielu rzeczy. Jeżeli faktycznie pracujesz z ludźmi i masz ich obok to praca stacjonarna może być lepsza, ale jeżeli ktoś ma przychodzić do biura tylko po to, żeby siedzieć na „callach”, to w zasadzie nie robi różnicy.

To, który model jest lepszy, to jest chyba takie mocno indywidualne dla danej firmy i dla danego typu pracy. I również jest to sprawa indywidualna, w jakich warunkach ktoś sobie lepiej poradzi ze swoimi wewnętrznymi sabotażystami.

Fot. Maciej Kuroń Monika Sabat w trakcie prelekcji o Sabotażystach podczas PMManii 2023

Wróćmy do pozytywnej inteligencji – czy da się ją zmierzyć i jak to zrobić?

Zacznę od tego, że dla niektórych ludzi bardzo ważne są konkretne liczby i konkretne fakty oraz  efekty. Dla innych wystarczające będzie to, że po prostu czują się lepiej. Takie osoby nie muszą mieć potwierdzenia na papierze.

Na stronie programu jest test, o którym już wspominałam. Wynik testu jest od 1-100. Przyjęto, że 75 to umowna granica, powyżej której jest dobrze. Wynik poniżej powinien zastanowić.

Dodatkowo można pobrać apkę, która jest mocno zgrywalizowana – jest w niej dużo do „zdobywania” punktów. Apka pokazuje jaki był twój plan na dany dzień, jak wiele udało się Tobie osiągnąć, czy jesteś poniżej oczekiwanego wyniku, czy jesteś już powyżej. Jak każda gra, może to mocno wkręcić i dodaje takiej motywacji, że chcesz robić te ćwiczenia z programu.


Wydaje mi się, że jako społeczeństwo średnio jesteśmy dużo poniżej tych 75 punktów. Czy wierzysz, że za 10-20 lat przekroczymy ten próg?

To nie jest tak, że my w tej chwili powinniśmy pójść i nauczać wszystkie nasze ciotki, wujków, mamę i tatę i wszystkich w naszym otoczeniu jak teraz oni mają żyć i co oni muszą ze sobą zrobić. Jak chcesz zmieniać świat, to zacznij od siebie. Mamy mnóstwo narzędzi oraz filmików w Internecie, a praca z psychologiem przestaje być tabu. Codziennymi prostymi działaniami możemy więc osiągnąć masę krytyczną, która zmieni trend.

Mam taką koleżankę, która ma strasznie dużo zobowiązań, ma dużą rodzinę, ma dużo zwierząt, a mimo wszystko jest bardzo pogodna i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Każdy kolejny problem traktuje po prostu jako sprawę do załatwienia. To nie jest tak, że ona miała łatwiej w życiu, to jest tylko i wyłącznie kwestia jej nastawienia do życia i do tego, jak ona podchodzi do tych wyzwań. A teraz w myślach postaw z boku drugą osobę, która na wszystko narzeka. Z kim wolałbyś pracować lub żyć?

Wydaje mi się, że my sami zmieniając się, możemy dawać przykład innym z naszych lokalnych społeczności, w pracy, czy w rodzinie. Szczególnie rodzice, którzy pracują na swoimi sabotażystami mają duży pozytywny wpływ na sposoby myślenia swoich dzieci. Bardzo ważne jest również szerokie budowanie świadomości wśród ludzi. Ten wywiad czy mój występ na PMManii jest takim działaniem. Osiągniemy w ten sposób masę krytyczną.

A jeśli chodzi o cały system, to może zamiast kazać naszym dzieciom wkuwać przysłowiową liczbę odnóżek robaczków, może więcej czasu poświęcimy dla nich na lekcje o emocjach. Żeby te dzieci wiedziały, co im się przytrafia oraz jak się mają uregulować emocjonalnie oraz jak ćwiczyć uważność. Takie lekcje pomogłyby tym dzieciom już w dorosłym życiu lepiej radzić sobie z trudnymi sytuacjami, z którymi będą się mierzyć. Wiesz, taki WF mentalny.


Bardzo dziękuję za poświęcony czas dla naszych czytelników.

Również dziękuję i życzę samych sukcesów w potyczkach z sabotażystami.